Materiały na Wielki Post

Wielki Post I                       Wielki Post II                       Wielki Post III                       Kazania Pasyjne                      
Rekolekcje Wielkopostne                       Drogi Krzyżowe                       Rekolekcje Wielkopostne

8 listopada 2007

metafizyka stwarzania ...

Bóg jest czystym Aktem Istnienia – Ipsum suum esse subsistens i jako taki może powoływać do istnienia cokolwiek, więcej; może powoływać do istnienia wszystko co jest logicznie niesprzeczne. Jako Czysty Akt Istnienia jest jedynym usprawiedliwieniem istnienia wszystkich innych bytów. Jego akt stwórczy jest udzielaniem innemu bytowi istnienia, którego ten byt nie posiadał, jest powoływaniem do istnienia z nicości. Tylko Czysty Akt Istnienia – istnienie Samoistne i istotnościowe, (niczym nie uprzyczynowane) może stwarzać, bo istnienie jest Jego istotą. Ale ten akt stwórczy nie jest jednorazowym aktem stworzenia lecz raczej ustawicznym stwarzaniem, podtrzymywaniem w istnieniu.

Cokolwiek istnieje, istnieje tylko dlatego, że Bóg ustawicznym aktem stwórczym podtrzymuje to w istnieniu. Każdy byt, każda rzecz, każdy atom, każdy z nas jest „myślany” przez Boga i dlatego istnieje. Wszystko jest bezpośrednio „myślane” – chciane przez Boga i dlatego możemy powiedzieć, że Bóg wie wszystko o wszystkim, że wszystko pragnie i kocha jedyną i niepowtarzalną miłością Stwórcy, Który cokolwiek stworzył, to tylko po to, aby to istniało. Bóg nie bawi się w budowanie zamków z piasku, które później niszczy jednym machnięciem ręki. Całe Jego stworzenie, jest ustawicznie „wydobywane z niebytu” boskim aktem stwórczym. Bóg nie tylko „rzekł i stało się” (Księga Rodzaju). Bóg ustawicznie wypowiada imię każdego z nas, każdego bytu (od kwarka do galaktyki) i w ten sposób wszystko istnieje.

Bóg nie tyle myśli o nas, czy myśli o świecie, o swoim stworzeniu, On raczej „myśli nas” i to jest właśnie akt nazywany po łacinie „creatio continua”. To „myślenie” Boga jest mentalnym aktem stwarzania, czyli podtrzymywania w istnieniu. To jest niesamowita, wstrząsająca prawda, szczególnie kiedy uświadomię sobie, że Bóg „zadaj sobie trud” myślenia właśnie mnie.

Grzesząc wymykam się Bogu z Jego „myślenia mnie” i sam wracam do nieistnienia, do niebytu. Bo zło jest właśnie niebytem, negacją istnienia, niszczeniem istnienia. Kiedy popełniam zło działam przeciwko Bożemu procesowi „myślenia mnie” i myślenia tego, co ja (swoim grzechem) niszczę, dokonując destrukcji istnienia, degeneracji bytu. Każdy byt myślany przez Boga, jest dobry. To ja w swoim egoizmie dokonuję degeneracji i destrukcji dobroci stwarzanego przez Boga bytu. Działam przeciwko Bogu

W tej, metafizycznej i mistycznej perspektywie ... jakże maleńkie i śmieszne są „zastrzeżenia i zarzuty” ateistów dotyczące złośliwego i antropomorficznego boga-bożka?