25 listopada 2022

1 Niedziela Adwentu - rok A

  Czytania: Iz 2,1; Ps 122 (121); Rz 13,11-14; Mt 24,37-44

  1. Wprowadzenie do Mszy Świętej

Eucharystia, w Której uczestniczymy nie jest klubowym zebraniem, towarzyskim spotkaniem czy formą rozrywki lub teatralnego przedstawienia. Eucharystia jest świadomym uczestnictwem w odwiecznej Ofierze Jezusa Chrystusa, jest czuwaniem i oczekiwaniem na powtórne przyjście Pana. Rozpoczynający się dzisiaj okres Adwentu przypomina nam o tym w sposób szczególny. Czekamy na Przyjście Pana.

Iz 2:1-5

Widzenie Izajasza, syna Amosa, dotyczące Judy i Jerozolimy: Stanie się na końcu czasów, że góra świątyni Pańskiej stanie mocno na wierzchu gór i wystrzeli ponad pagórki. Wszystkie narody do niej popłyną, mnogie ludy pójdą i rzekną: Chodźcie, wstąpmy na Górę Pańską do świątyni Boga Jakubowego! Niech nas nauczy dróg swoich, byśmy kroczyli Jego ścieżkami. Bo Prawo wyjdzie z Syjonu i słowo Pańskie - z Jeruzalem. On będzie rozjemcą pomiędzy ludami i wyda wyroki dla licznych narodów. Wtedy swe miecze przekują na lemiesze, a swoje włócznie na sierpy. Naród przeciw narodowi nie podniesie miecza, nie będą się więcej zaprawiać do wojny. Chodźcie, domu Jakuba, postępujmy w światłości Pańskiej!

Rz 13:11-14

A zwłaszcza rozumiejcie chwilę obecną: teraz nadeszła dla was godzina powstania ze snu. Teraz bowiem zbawienie jest bliżej nas niż wtedy, gdyśmy uwierzyli. Noc się posunęła, a przybliżył się dzień. Odrzućmy więc uczynki ciemności, a przyobleczmy się w zbroję światła. żyjmy przyzwoicie jak w jasny dzień: nie w hulankach i pijatykach, nie w rozpuście i wyuzdaniu, nie w kłótni i zazdrości. Ale przyobleczcie się w Pana Jezusa Chrystusa i nie troszczcie się zbytnio o ciało, dogadzając żądzom.

Mt 24:37-44

A jak było za dni Noego, tak będzie z przyjściem Syna Człowieczego. Albowiem jak w czasie przed potopem jedli i pili, żenili się i za mąż wydawali aż do dnia, kiedy Noe wszedł do arki, i nie spostrzegli się, aż przyszedł potop i pochłonął wszystkich, tak również będzie z przyjściem Syna Człowieczego. Wtedy dwóch będzie w polu: jeden będzie wzięty, drugi zostawiony. Dwie będą mleć na żarnach: jedna będzie wzięta, druga zostawiona. Czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie. A to rozumiejcie: Gdyby gospodarz wiedział, o której porze nocy złodziej ma przyjść, na pewno by czuwał i nie pozwoliłby włamać się do swego domu. Dlatego i wy bądźcie gotowi, bo w chwili, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie.


Homilia

Słowa św. Pawła z Listu do Rzymian: „A zwłaszcza rozumiejcie chwilę obecną: teraz nadeszła dla was godzina powstania ze snu” są doskonałym motto rozpoczynającego się dzisiaj Adwentu. Prorok Izajasz w pierwszym czytaniu zachęca nas również: „Chodźcie, domu Jakuba, postępujmy w światłości Pańskiej!” A Jezus w Ewangelii przestrzega w sposób bezpośredni: „Czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie”.

Co to wszystko jednak znaczy w naszej codzienności? Czy nie jest ona podobna do tej o jakiej mówi Chrystus na początku dzisiejszej Ewangelii? Czy nie jest tak, „jak było za dni Noego, tak będzie z przyjściem Syna Człowieczego. Albowiem jak w czasie przed potopem jedli i pili, żenili się i za mąż wydawali aż do dnia, kiedy Noe wszedł do arki, i nie spostrzegli się, aż przyszedł potop i pochłonął wszystkich,”? Wystarczy rozglądnąć się dookoła i zobaczyć jak bardzo wszyscy zaaferowani i zajęci są doczesnością, robieniem interesów, gromadzeniem dóbr materialnych, zabezpieczaniem sobie dnia jutrzejszego, sprawami doczesnymi, świątecznymi zakupami i urządzaniem mieszkania. My nie boimy się już nawet potopu.

Kogo w dzisiejszym świecie interesuje przyjście Pana? Kto o tym myśli, kto się tym przejmuje, kogo poruszają słowa św. Pawła: „żyjmy przyzwoicie jak w jasny dzień: nie w hulankach i pijatykach, nie w rozpuście i wyuzdaniu, nie w kłótni i zazdrości”? Cały świat współczesny, cała nasza cywilizacja nastawiona jest na doczesność , na szybki sukces, na bezpośrednią gratyfikację i natychmiastowy zysk. Kogo obchodzi jakiś bliżej nieokreślony „Dzień Paruzji”, skoro codzienność przynosi ze sobą tyle kłopotów i zmartwień, tyle realnych wyzwań i trosk?

A jak było za dni Noego? „Jedli i pili, żenili się i za mąż wychodzili, i nie spostrzegli się, kiedy przyszedł potop”. Nie czekali, ich czujność została uśpiona nie tylko codziennymi czynnościami, ale i dobrobytem, samowystarczalnością, zamożnością, a przede wszystkim grzechami. Byli tak zadufani w sobie i samo-zadowoleni, że nie spostrzegli nadchodzącego kataklizmu. A jak będzie przed przyjściem Syna Człowieczego? Jemy, pijemy, robimy dobre interesy ... nie czekamy ...

Przychodzimy na niedzielną Mszę świętą, niby słuchamy Słowa Bożego i ... puszczamy je mimo uszu. Codzienność nas pochłania... A może warto by było obudzić się z letargu i uśpienia otrząsnąć z tej doczesnej nad-aktywności i zapytać: „co – tak naprawdę – jest najważniejsze w moim życiu”?  Adwent to nie tylko czas oczekiwania na Boże Narodzenie, to nie tylko okres przedświątecznych zakupów i bieganiny za prezentami pod choinkę, ale to przede wszystkim czas przygotowania na przyjście Boga-Człowieka, na spotkanie Go w moim życiu, czas czujności i wyczekiwania na coś, co naprawdę jest ważne, a nawet najważniejsze w moim życiu.

Abyś nie przegapił przyjścia Chrystusa i abyś mógł stanąć przed Synem Człowieczym bez lęku i trwogi. A przede wszystkim czuwaj i nie daj się uśpić obietnicom i mirażom ziemskiego dobrobytu.

Dlatego i wy bądźcie gotowi, bo w chwili, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie.

Homilia alternatywna

Czy jestem gotowy? Czy jestem czujny?

Jeśli się na coś czeka, to człowiek zazwyczaj nie umie się zająć poważnie żadną inną pracą. Cała jego istota, cała jego osobowość jest nastawiona na to, co ma przyjść. Czy to będzie wizyta kogoś kogo kocham, czy wakacje po długim roku szkolnym, wyjazd na wczasy lub czekanie na operację w szpitalu. Czekający jest nastawiony na to czego lub kogo oczekuje. Wszystko inne wydaje się w tym momencie (oczekiwania) mniej ważne lub w ogóle nie ważne, bez znaczenia, bez wartości. Cała moja osoba jest nastawiona na wydarzenie, na które czekam. Oczekując na pociąg w poczekalni dworcowej „zabijam czas” czytaniem kryminału, przeglądaniem gazety, przygodną i niezobowiązującą rozmową, oglądaniem reklam i wystaw. Nie rozkładam się wtedy z prasowaniem, nie gotuję obiadu, nie robię nic zobowiązującego i angażującego, bo CZEKAM !!!

A jak było za dni Noego? „Jedli i pili, żenili się i za mąż wychodzili, i nie spostrzegli się, kiedy przyszedł potop”. Nie czekali, ich czujność została uśpiona nie tylko codziennymi czynnościami, ale i dobrobytem, samowystarczalnością, zamożnością, a przede wszystkim grzechami. Byli tak zadufani w sobie i samo zadowoleni, że nie spostrzegli nadchodzącego kataklizmu. A jak będzie przed przyjściem Syna Człowieczego? Jemy, pijemy, robimy dobre interesy ... nie czekamy ...

Co więcej, nie bez przyczyny św. Paweł nawołuje: „rozumiejcie chwilę obecną ... odrzućcie uczynki ciemności, a przyobleczcie się w zbroję światła. żyjcie przyzwoicie”. To nie mogą być tylko takie sobie puste słowa, pobożne gadanie bez znaczenia. Okres Adwentu, to okres oczekiwania, okres czujności i gotowości. I –tak naprawdę, to całe życie chrześcijanina jest adwentem, okresem świadomego oczekiwania na przyjście Pana.

Czy ja jednak nie zapomniałem o tym? Czy ja nie rozkładam całego mojego kramiku w kolejowej poczekalni? Czy nie zapomniałem, że mój pociąg może w każdej chwili nadjechać, że mogę nie zdążyć się spakować? Czy jestem gotowy do „odjazdu”, do ostatecznej i nieodwołalnej podróży? Czy nie uśpiłem swojej czujności nie tylko codziennymi zajęciami, ale przede wszystkim moimi grzechami; pychą, zarozumiałością, zatwardziałością serca, obojętnością, lekceważeniem moich chrześcijańskich obowiązków? Czas Adwentu ma mi o tym przypomnieć, że CZEKAM!!! Ale czy ja naprawdę czekam? Nie na święta, nie na choinkę, nie na miłą i radosną, rodzinną atmosferę, ale NA PRZYJŚCIE PANA?

Dlatego wy bądźcie gotowi,
bo w chwili, w której się nie domyślacie ...


  1. Modlitwa wiernych

Wstęp - Ojcze, Który posłałeś swojego Syna Jezusa Chrystusa, aby nas zbawić udzielaj nam ustawicznie łaski czujnego oczekiwania na Jego powtórne przyjście.

    • Pasterzowi Kościoła Powszechnego, N. udziel odwagi, męstwa i siły, aby nieustannie przypominał nam o potrzebie czujności, szczególnie w okresie wzmożonych ataków zła i pokus. „Ciebie prosimy” ...
    • Daj kapłanom, sługom Twoim łaskę cierpliwości, wytrwałości i miłości, aby w posłudze konfesjonału niezmordowanie jednali nas z Tobą i okazywali Twoją przebaczająca miłość. „Ciebie prosimy” ...
    • Wszystkim członom Kościoła udzielaj męstwa i wytrwałości w czujnym przygotowywaniu się na Twoje powtórne przyjście. „Ciebie prosimy” ...
    • Słabym i wątpiącym dodawaj odwagi i ukazuj nieustannie Twoją przebaczającą Miłość i potrzebę ustawicznego nawracania. „Ciebie prosimy” ...
    • Zmarłym, którzy oczekują na ostateczne zwycięstwo skróć czyśćcowe cierpienia i otwórz im bramy Twego Królestwa. „Ciebie prosimy” ...

Zakończenie - Wszechmogący Boże, nie pozwól, aby troski dnia codziennego przysłoniły nam ponowne przyjście Twojego Syna Jezusa Chrystusa, Który z Tobą żyje i króluje na wieki wieków. Amen.

  1. Słowo „przed rozesłaniem”

Eucharystia to oczekiwanie na przyjście Pana. Ale to oczekiwanie ma się przedłużać i uobecniać w naszym codziennym życiu. Słowa kończące Mszę Świętą: „idźcie ofiara spełniona” to raczej zaproszenie do czujności i życia tą Ofiarą w codzienności.

Plik w formacie .pdf

18 listopada 2022

Kazanie na Niedzielę Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata – 20. 11. 2022.


  1.  czytanie (2 Sm 5, 1-3)

Namaszczenie Dawida na króla

Czytanie z Drugiej Księgi Samuela

Wszystkie pokolenia izraelskie zeszły się u Dawida w Hebronie i oświadczyły mu: «Oto my jesteśmy kości twoje i ciało. Już dawno, gdy Saul był królem nad nami, ty odbywałeś wyprawy na czele Izraela. I Pan rzekł do ciebie: Ty będziesz pasł mój lud – Izraela, i ty będziesz wodzem nad Izraelem». Cała starszyzna Izraela przybyła do króla do Hebronu. I zawarł król Dawid przymierze z nimi wobec Pana w Hebronie. Namaścili więc Dawida na króla nad Izraelem.

  1. czytanie (Kol 1, 12-20)

Bóg przeniósł nas do królestwa swojego Syna

Czytanie z Listu Świętego Pawła Apostoła do Kolosan

Bracia:

Dziękujcie Ojcu, który was uzdolnił do uczestnictwa w dziale świętych w światłości. On to uwolnił nas spod władzy ciemności i przeniósł do królestwa swego umiłowanego Syna, w którym mamy odkupienie – odpuszczenie grzechów.

On jest obrazem Boga niewidzialnego – Pierworodnym wobec każdego stworzenia, bo w Nim zostało wszystko stworzone: i to, co w niebiosach, i to, co na ziemi, byty widzialne i niewidzialne, czy to Trony, czy Panowania, czy Zwierzchności, czy Władze. Wszystko przez Niego i dla Niego zostało stworzone. On jest przed wszystkim i wszystko w Nim ma istnienie.

I On jest Głową Ciała – Kościoła. On jest Początkiem. Pierworodnym spośród umarłych, aby sam zyskał pierwszeństwo we wszystkim. Zechciał bowiem Bóg, aby w Nim zamieszkała cała Pełnia i aby przez Niego znów pojednać wszystko z sobą: przez Niego – i to, co na ziemi, i to, co w niebiosach, wprowadziwszy pokój przez krew Jego krzyża.

Ewangelia (Łk 23, 35-43)

Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa

Słowa Ewangelii według Świętego Łukasza

Gdy ukrzyżowano Jezusa, lud stał i patrzył. A członkowie Sanhedrynu szydzili: «Innych wybawiał, niechże teraz siebie wybawi, jeśli jest Mesjaszem, Bożym Wybrańcem».

Szydzili z Niego i żołnierze; podchodzili do Niego i podawali Mu ocet, mówiąc: «Jeśli Ty jesteś Królem żydowskim, wybaw sam siebie».

Był także nad Nim napis w języku greckim, łacińskim i hebrajskim: «To jest Król żydowski».

Jeden ze złoczyńców, których tam powieszono, urągał Mu: «Czyż Ty nie jesteś Mesjaszem? Wybaw więc siebie i nas».

Lecz drugi, karcąc go, rzekł: «Ty nawet Boga się nie boisz, chociaż tę samą karę ponosisz? My przecież – sprawiedliwie, odbieramy bowiem słuszną karę za nasze uczynki, ale On nic złego nie uczynił».

I dodał: «Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa». Jezus mu odpowiedział: «Zaprawdę, powiadam ci: Dziś będziesz ze Mną w raju».

Król Wszechświata

Jezusa Chrystusa – Króla Wszechświata – rok C

Dzisiaj, w Uroczystość Chrystusa Króla Wszechświata śpiewamy hymn:

Idziesz przez wieki, Krwią znaczysz drogę
Twardą od cierpień i bólu.
Krzyż niesiesz ciężki, koisz bólu trwogę.
O Jezu Chryste, nasz Królu.

Czy zdajemy sobie naprawdę sprawę o Kim naprawdę jest mowa w tej pieśni?

Najpierw było trzech mędrców ze wschodu, którzy przyszli złożyć hołd Królowi urodzonemu w stajni. A później było 3 lata nauczania o Królestwie Bożym, królestwie miłości, sprawiedliwości i pokoju. I była modlitwa: „przejdź Królestwo Twoje”, którą do dzisiaj powtarzamy, nie zdając sobie najczęściej sprawy o co prosimy.

I była przypowieść o Królu, który przy końcu świata oddzieli owce od kozłów i osądzi każdego z uczynków miłosierdzia. (Mt 25,31-46)

A później było już tylko coraz gorzej.

Bo później było pytanie Piłata: „czy ty jesteś królem?” i odpowiedź Jezusa „Tak, ja jestem królem, ale królestwo moje nie jest z tego świata. Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha mojego głosu.” (J 18,36-37) CHRYSTUS JEST KRÓLEM PRAWDY, ale MY SIĘ PRAWDY BOIMY I NIE CHCEMY JEJ PRZYJĄĆ, co tylko nam w życiu namiesza.

A później była korona CIERNIOWA (J 19,2) i trzcina w ręce dla wyszydzanego Króla. I następnie, odpowiedź tłumu na pytanie Piłata co z Nim zrobić? „na krzyż z nim!”. Króla waszego mam ukrzyżować? „Ukrzyżuj go!!!”.

I tabliczka z napisem w języku aramejskim, greckim i po łacinie:

Iesus Nazareus Rex Iudeorum - Jezus Nazarejczyk Król Żydowski.

A w końcu krótki dialog opisany w dzisiejszej Ewangelii i pierwsza kanonizacja dokonana przez samego Króla Wszechświata, „ukrzyżowany z Nim jeden ze złoczyńców rzekł: Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa. Jezus mu odpowiedział: Zaprawdę, powiadam ci: Dziś ze Mną będziesz w raju.” (Łk 23,42-43)

Dr James Allan Francis w książce: “The Real Jesus and Other Sermons” wydanej w 1926 napisał:

Wszystkie armie świata, które kiedykolwiek maszerowały, wszystkie floty, które kiedykolwiek zbudowano; wszystkie parlamenty, które kiedykolwiek zasiadały, i wszyscy królowie świata, którzy kiedykolwiek panowali, razem, nie wpłynęli na życie człowieka na tej planecie tak silnie, jak ten jeden, samotny Król, zawieszony nago, na drzewie krzyża.

A przenosząc sprawę do  naszego codziennego życia …

Jak ja traktuję Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata? Chociażby w moim sposobie przyjmowania Komunii Świętej, czyli Ciała Syna Bożego, Króla Wszechświata?


Jezu wspomnij na mnie ...

Wiem Panie, że życiem moim nie zasługuję na uczestnictwo w Twoim Królestwie. Wiem, że gdybyś miał mnie osądzać według Twej sprawiedliwości, to na pewno nie byłbym lepszy od łotrów, którzy z Tobą byli ukrzyżowani. Niemniej jednak ufam w Twoje wielkie miłosierdzie i razem z jednym z nich powtarzam w pokorze: "Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa".

Tak bardzo potrzeba nam tej postawy pokory, postawy uznania naszej małości i naszej grzeszności, a tak niewielu chce to uznać, tak wielu w pysze i zarozumiałości z kpiną powtarza za pierwszym łotrem: "Okaż swoją Boska potęgę, jeśli jesteś Mesjaszem, to dokonaj cudu!!” Czemu tyle w nas buty i pychy, czemu tyle zarozumiałości i zadufania, czemu tyle arogancji i pretensji do Boga? Czyżbyśmy byli tak ślepi? Czyżbyśmy nie widzieli naszych grzechów? Czyżbyśmy byli tak bezrozumni i zarozumiali, żeby Boga wystawiać na próbę?

Świat współczesny, rozwój nauki, a szczególnie, rozwój techniki i technologii wpędza nas w samouwielbienie, w samoubóstwienie. Jezus, Król Wszechświata staje się coraz bardziej postacią mitologiczną i bajeczną. To człowiek staje się panem świata, to człowiek -ze swoim rozumem- ten świat podbija i czyni... poddanym, ale i w sposób głupi i nieodpowiedzialny niszczy i dewastuje. Człowiek postawił się w miejscu Boga i.... butnie Bogu się odgraża, wystawia Go na próbę. I co? Jako efekt tej władzy człowieka nad światem mamy zanieczyszczenie na planetarną skalę, niesprawiedliwość społeczną, nędzę milionów ludzi i rażące bogactwo garstki miliarderów. 840 milionów ludzi codziennie głoduje na świecie, dziesiątki tysięcy codziennie umiera z głodu i nędzy, 100 milionów rocznie umiera tylko na malarię, setki tysięcy ginie w niesprawiedliwych wojnach, zamachach i gwałtach... Czyż trzeba więcej jeszcze, aby opisać "królestwo człowieka”?...

Jezu, proszę wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do Twego Królestwa.

***************************

Homilia alternatywna

W naszym codziennym życiu bardzo często narzekamy na polityków, na rząd, na warunki socjalne i ekonomiczne, i w wielu przypadkach na pewno mamy rację. Nie udają się nam kolejne rządy i kolejne Rzeczypospolite, afera goni aferę, skandal goni skandal, a korupcja korupcję. Oczekujemy i mamy nadzieję, że w końcu ludzie uczciwi i rzetelni zostaną dopuszczeni do władzy, że skończy się prywata polityków, arogancja władzy, buta i zarozumiałość kolejnych rządzących ekip i zwykła ludzka pazerność. Niestety bardzo często zapominamy, że królestwo nasze, do którego jesteśmy powołani nie jest z tego świata i że w tym świecie nie jesteśmy w stanie zrealizować naszych najszczerszych i najbardziej skrytych marzeń o doskonałym systemie politycznym.

W dniu dzisiejszym czcimy Chrystusa Zwycięskiego, Chrystusa, Któremu Ojciec oddał we władanie cały stworzony wszechświat. Nie możemy jednak zapomnieć, że królestwo Chrystusa, Jego władanie i panowanie nie mają nic z ziemskiej arogancji, potęgi, buty i przemocy, nic z ludzkiej polityki, układów i układzików, nic z ludzkiej przebiegłości i politycznej poprawności. Królestwo Chrystusa jest królestwem pokoju, dobroci, sprawiedliwości, miłości i miłosierdzia, królestwem życia wiecznego. Do Królestwa Chrystusowego wchodzą grzesznicy i celnicy, przestępcy (jak ten z dzisiejszej Ewangelii) i jawnogrzesznice. Nie jesteśmy w stanie sobie tego wyobrazić, bo żadne królestwo ziemskie, żaden system władzy w historii ludzkości nie był w stanie zrealizować tych ideałów. Nie jesteśmy w stanie sobie tego wyobrazić i dlatego jest nam to obojętne, nie przywiązujemy do tego Królestwa wagi, żyjemy w naszej poranionej i okaleczonej przez ludzki grzech codzienności, nie myśląc, że cokolwiek może się zmienić. Niby prosimy w Modlitwie Pańskiej: "Ojcze nasz ... przyjdź królestwo Twoje ..." ale jednocześnie nie robimy nic, aby do tego królestwa się przybliżyć, czy wejść. Nie pragniemy jego nadejścia, nie budujemy go w naszym codziennym życiu. Mamy dosyć kłopotów z ujarzmianiem naszej codzienności i budowaniem królestwa ziemskiego. Nie myślimy więc i nie próbujemy urzeczywistniać Królestwa Chrystusowego. A ono przecież nie przyjdzie w sposób magiczny, ono - jak wspomniał sam Jezus- "już jest w nas". My tylko mamy go uczynić realnością, sprawić, aby stało się codzienną rzeczywistością.

Żyjąc na ziemi, w niedoskonałych strukturach ludzkich i w ludzkim królestwie nie możemy jednak zapominać, że nie żyjemy dla ziemi i że nasze ostateczne spełnienie jest gdzie indziej. Nie możemy ograniczać się tylko do ludzkich i przyziemnych realiów. Mamy je transformować i przemieniać, mamy urzeczywistniać Królestwo Chrystusowe, aby ono nadeszło w całej pełni i w całej swej mocy, Mocy Miłości i sprawiedliwości, pokoju i miłosierdzia. A będzie to możliwe tylko wtedy, jeśli my sami będziemy te wartości realizować na co dzień w naszych stosunkach z innymi.

 

11 listopada 2022

XXXIII Niedziela Zwykła rok C

 Ml 3,19-20

Bo oto nadchodzi dzień palący jak piec, a wszyscy pyszni i wszyscy wyrządzający krzywdę będą słomą, więc spali ich ten nadchodzący dzień, mówi Pan Zastępów, tak że nie pozostawi po nich ani korzenia, ani gałązki. A dla was, czczących moje imię, wzejdzie słońce sprawiedliwości i uzdrowienie w jego skrzydłach. Wyjdziecie [swobodnie] i będziecie podskakiwać jak tuczone cielęta.

2Tes 3,7-12

Sami bowiem wiecie, jak należy nas naśladować, bo nie wzbudzaliśmy wśród was niepokoju ani u nikogo nie jedliśmy za darmo chleba, ale pracowaliśmy w trudzie i zmęczeniu, we dnie i w nocy, aby dla nikogo z was nie być ciężarem. Nie jakobyśmy nie mieli do tego prawa, lecz po to, aby dać wam samych siebie za przykład do naśladowania. Albowiem gdy byliśmy u was, nakazywaliśmy wam tak: Kto nie chce pracować, niech też nie je! Słyszymy bowiem, że niektórzy wśród was postępują wbrew porządkowi: wcale nie pracują, lecz zajmują się rzeczami niepotrzebnymi. Tym przeto nakazujemy i napominamy ich w Panu Jezusie Chrystusie, aby pracując ze spokojem, własny chleb jedli.

Łk 21,5-19

Gdy niektórzy mówili o świątyni, że jest przyozdobiona pięknymi kamieniami i darami, powiedział:

Przyjdzie czas, kiedy z tego, na co patrzycie, nie zostanie kamień na kamieniu, który by nie był zwalony. Zapytali Go: Nauczycielu, kiedy to nastąpi? I jaki będzie znak, gdy się to dziać zacznie? Jezus odpowiedział: Strzeżcie się, żeby was nie zwiedziono. Wielu bowiem przyjdzie pod moim imieniem i będą mówić: Ja jestem oraz: Nadszedł czas. Nie chodźcie za nimi. I nie trwóżcie się, gdy posłyszycie o wojnach i przewrotach. To najpierw musi się stać, ale nie zaraz nastąpi koniec.

Wtedy mówił do nich: Powstanie naród przeciw narodowi i królestwo przeciw królestwu. Będą silne trzęsienia ziemi, a miejscami głód i zaraza; ukażą się straszne zjawiska i wielkie znaki na niebie. Lecz przed tym wszystkim podniosą na was ręce i będą was prześladować. Wydadzą was do synagog i do więzień oraz z powodu mojego imienia wlec was będą do królów i namiestników. Będzie to dla was sposobność do składania świadectwa. Postanówcie sobie w sercu nie obmyślać naprzód swej obrony. Ja bowiem dam wam wymowę i mądrość, której żaden z waszych prześladowców nie będzie się mógł oprzeć ani się sprzeciwić. A wydawać was będą nawet rodzice i bracia, krewni i przyjaciele i niektórych z was o śmierć przyprawią. I z powodu mojego imienia będziecie w nienawiści u wszystkich. Ale włos z głowy wam nie zginie. Przez swoją wytrwałość ocalicie wasze życie.

Będzie to dla was sposobność do składania świadectwa …

Miesiąc listopad na pewno sprzyja pogłębionej refleksji eschatologicznej, czyli refleksji o rzeczach ostatecznych. Na początku miesiąca obchodzimy uroczystość Wszystkich Świętych, a zaraz po niej, następnego dnia wspominamy wszystkich wiernych zmarłych. Przez cały miesiąc modlimy się za zmarłych, a w Liturgii Słowa tego miesiąca pojawiają się teksty biblijne dotyczące tej rzeczywistości, czyli końca świata, czy to z proroków jak w dzisiejszym pierwszym czytaniu, czy z Apokalipsy św. Jana, czy też zapowiedzi samego Chrystusa (jak w dzisiejszej Ewangelii) odnoszące się do końca czasów, do końca świata.

Temat ten jest także przedmiotem naszych rozmów, czy medialnych newsów poszukujących sensacji. Od jakiegoś czasu domorośli prorocy zapowiadają ostateczny koniec świata np. na 12 grudnia 2012 roku. Rzeczywistość końca czasów, sądu ostatecznego, objawienia się Antychrysta, niezwykłych kataklizmów, w których Himalaje parują jak szklanka wody w ciągu sekundy jest także obecna w filmowej produkcji. Filmy takie jak; „Doomsday”, „Armagedon”, „The Day After”, „Apokalipsa” czy „Niebo się zapada” biją rekordy oglądalności i nabijają kasę twórcom. Na internecie znaleźć można reklamy setek książek, z których możesz się dowiedzieć jak przeżyć koniec świata.

Wszystko to jednak obliczone jest na sensację i podniesienie poziomu adrenaliny we krwi, co zresztą bardzo lubimy i czego coraz częściej poszukujemy. Z drugiej jednak strony takie sensacyjne i niemalże bajkowe przedstawienie czasów eschatologicznych powoduje, że jakoś się do tego przyzwyczajamy, że nam to obojętnieje. Nikt bowiem kto ma chociażby odrobinę zdrowego rozsądku nie będzie traktował poważnie katastroficznej produkcji Hollywoodu. Oglądamy to z dreszczykiem emocji i podniesienia i kwitujemy stwierdzeniem: „ano, ładna bajeczka”. Niestety podobnym stwierdzeniem kwitujemy (czasami nawet podświadomie) Słowo Boże mówiące o końcu świata. Kto – tak na dobrą sprawę przejął się słowami proroka Malachiasza z dzisiejszego pierwszego czytania, kto je dzisiaj w ogóle usłyszał? „Oto nadchodzi dzień, palący jak piec, a wszyscy pyszni i wszyscy wyrządzający krzywdę będą jak wysuszona słoma, w ten dzień sądu …

Nawet w dzisiejszej Ewangelii zwracamy bardziej uwagę na znaki i niezwykłości zapowiadające koniec świata. Chcielibyśmy raczej dowiedzieć się w miarę precyzyjnie, kiedy TO nastąpi? Są i tacy, którzy twierdzą, że znają nie tylko datę końca świata, ale i sposób na dostanie się do nieba … Jak w każdych czasach tak i dzisiaj nie brak pseudo-proroków i wizjonerów różnego rodzaju, a czasami po prostu zwykłych naciągaczy i szarlatanów. A przecież rzeczywistość opisywana przez proroków Starego Testamentu i zapowiadana przez Chrystusa nie jest sensacyjną bajeczką obliczoną na „ochy” i „achy” słuchaczy. Ale rzeczywistość zapowiadana przez Chrystusa nie jest także przesłaniem do zlekceważenia.

Warto więc podejść do sprawy końca świata w sposób poważniejszy, nie sensacyjny i nie bajkowy.

I dlatego warto zadać sobie pytanie:  czy naprawdę to właśnie chce nam powiedzieć Jezus, kiedy o końcu świata mówi? Czy chce nas epatować katastrofami i straszyć, czy raczej chce nas do tego nieuniknionego wydarzenia przygotować? Czy nie powtarza raczej ustawicznie i z powagą: „bądźcie czujni i nawracajcie się, dzień ten bowiem przyjdzie niespodziewane jak złodziej, czuwajcie więc aby was nie zaskoczył!”

Co chce  powiedzieć w dzisiejszej Ewangelii? Szkoda, że tak niewielu zwraca uwagę na kilka – pozornie drobnych – słów: „Lecz zanim to wszystko nastąpi podniosą na was ręce i będą was prześladować (…) A będzie to dla was sposobność do składania świadectwa.

To samo mówią nam ostatni Papieże, Paweł VI, Jan Paweł II i Benedykt XVI: „Kościół czasów ostatnich będzie kościołem mniejszości, kościołem próby i dawania świadectwa”.

Czy jednak zamiast zajmować się wątpliwymi prognozami końca świata, nie byłoby lepiej zastanowić się, jak dawać świadectwo Chrystusowi na co dzień? Czy nie lepiej uznać, że taką sposobność do składania świadectwa mam – na dobrą sprawę – zawsze i że ustawicznie żyję w czasach ostatecznych. Stale powinienem być gotowy na spotkanie z Panem i naprawdę, moja własna śmierć to, mój osobisty, mały koniec świata, i spotkanie twarzą w twarz z Chrystusem (niekoniecznie „przychodzącym na obłokach”). Warto często zadawać sobie to pytanie, czy jestem gotowy na taki właśnie, osobisty koniec świata, na takie osobiste spotkanie? Czy swoim życiem daję świadectwo, czy świadczę Chrystusowi nie przez słowa i wątpliwej jakości „proroctwa”, ale przez moje dobre życie? A może po prostu: Czy spotkałem już Chrystusa w moim bliźnim?

W przeciwnym razie lepiej jednak zwrócić uwagę na słowa proroka Malachiasza, którzy przestrzega: „Oto nadchodzi dzień, palący jak piec, a wszyscy pyszni i wszyscy wyrządzający krzywdę będą jak wysuszona słoma, w ten dzień sądu …

Można by nawet powiedzieć w sposób bardzo zwięzły”

Kto spotkał już Chrystusa w bliźnim nie musi się obawiać spotkania przy końcu świata.

Kto nie umie Go rozpoznać w bliźnim, żyjącym obok, nie rozpozna Go także przy końcu życia …


Homilia starsza i krótsza…

Po co mówić o końcu świata?

W dzisiejszej Ewangelii zwracamy bardziej uwagę na znaki i niezwykłości zapowiadające koniec świata. Chcielibyśmy raczej dowiedzieć się w miarę precyzyjnie, kiedy TO nastąpi? Są i tacy, którzy twierdzą, że znają nie tylko datę końca świata, ale i sposób na dostanie się do nieba ... Jak w każdych czasach nie brak pseudo-proroków i wizjonerów różnego rodzaju, a czasami po prostu zwykłych naciągaczy i szarlatanów. Ale czy naprawdę to właśnie chciał nam Jezus powiedzieć w dzisiejszej Ewangelii? Szkoda, że tak niewielu zwraca uwagę na kilka – pozornie drobnych – słów: „Lecz zanim to wszystko nastąpi podniosą na was ręce i będą was prześladować (...) A będzie to dla was sposobność do składania świadectwa.

Czy jednak zamiast zajmować się wątpliwymi prognozami końca świata, nie byłoby lepiej zastanowić się, jak dawać świadectwo Chrystusowi? Czy nie lepiej uznać, że taką sposobność do składania świadectwa mam – na dobrą sprawę – zawsze i że ustawicznie żyję w czasach ostatecznych. Stale powinienem być gotowy na spotkanie z Panem i naprawdę, moja własna śmierć to, mój osobisty, mały koniec świata, i spotkanie twarzą w twarz z Chrystusem (niekoniecznie „przychodzącym na obłokach”). Warto często zadawać sobie to pytanie, czy jestem gotowy na taki właśnie, osobisty koniec świata, na takie osobiste spotkanie? Czy swoim życiem daję świadectwo, czy świadczę Chrystusowi nie przez słowa i wątpliwej jakości „proroctwa”, ale przez moje dobre życie? A może po prostu: Czy spotkałem już Chrystusa w moim bliźnim?

W przeciwnym razie lepiej jednak zwrócić uwagę na słowa proroka Malachiasza, którzy przestrzega: „Oto nadchodzi dzień, palący jak piec, a wszyscy pyszni i wszyscy wyrządzający krzywdę będą jak wysuszona słoma, w ten dzień sądu ...

Kto spotkał już Chrystusa w bliźnim
nie musi się obawiać spotkania przy końcu świata. 

Kto nie umie Go rozpoznać w bliźnim, żyjącym obok,
nie rozpozna Go także przy końcu życia ...
i sam nie będzie rozpoznany ...

4 listopada 2022

XXXII Niedziela w ciągu roku – C

 2 Mch 7,1-2.9-14

Siedmiu braci razem z matką również zostało schwytanych. Bito ich biczami i rzemieniami, gdyż król chciał ich zmusić, aby skosztowali wieprzowiny zakazanej przez Prawo. Jeden z nich, przemawiając w imieniu wszystkich, tak powiedział: O co pragniesz zapytać i czego dowiedzieć się od nas? Jesteśmy bowiem gotowi raczej zginąć, aniżeli przekroczyć ojczyste prawa. W chwili, gdy oddawał ostatnie tchnienie, powiedział: Ty, zbrodniarzu, odbierasz nam to obecne życie. Król świata jednak nas, którzy umieramy za Jego prawa, wskrzesi i ożywi do życia wiecznego. Po nim był męczony trzeci. Na żądanie natychmiast wysunął język, a ręce wyciągnął bez obawy i mężnie powiedział: Od Nieba je otrzymałem, ale dla Jego praw nimi gardzę, a spodziewam się, że od Niego ponownie je otrzymam. Nawet sam król i całe jego otoczenie zdumiewało się odwagą młodzieńca, jak za nic miał cierpienia. Gdy ten już zakończył życie, takim samym katuszom poddano czwartego. Konając tak powiedział: Lepiej jest nam, którzy giniemy z ludzkich rąk, w Bogu pokładać nadzieję, że znów przez Niego będziemy wskrzeszeni. Dla ciebie bowiem nie ma wskrzeszenia do życia.

2 Tes 2,16-3:5

Sam zaś Pan nasz Jezus Chrystus i Bóg, Ojciec nasz, który nas umiłował i przez łaskę udzielił nam nie kończącego się pocieszenia i dobrej nadziei, niech pocieszy serca wasze i niech utwierdzi we wszelkim czynie i dobrej mowie! Poza tym, bracia, módlcie się za nas, aby słowo Pańskie rozszerzało się i rozsławiło, podobnie jak jest pośród was, abyśmy byli wybawieni od ludzi przewrotnych i złych, albowiem nie wszyscy mają wiarę. Wierny jest Pan, który umocni was i ustrzeże od złego. Co do was, ufamy w Panu, że to, co nakazujemy, czynicie i będziecie czynić. Niechaj Pan skieruje serca wasze ku miłości Bożej i cierpliwości Chrystusowej!

Łk 20,27-38

Wówczas podeszło do Niego kilku saduceuszów, którzy twierdzą, że nie ma zmartwychwstania, i zagadnęli Go w ten sposób: Nauczycielu, Mojżesz tak nam przepisał: Jeśli umrze czyjś brat, który miał żonę, a był bezdzietny, niech jego brat weźmie wdowę i niech wzbudzi potomstwo swemu bratu. Otóż było siedmiu braci. Pierwszy wziął żonę i umarł bezdzietnie. Wziął ją drugi, a potem trzeci, i tak wszyscy pomarli, nie zostawiwszy dzieci. W końcu umarła ta kobieta. Przy zmartwychwstaniu więc którego z nich będzie żoną? Wszyscy siedmiu bowiem mieli ją za żonę. Jezus im odpowiedział: Dzieci tego świata żenią się i za mąż wychodzą. Lecz ci, którzy uznani zostaną za godnych udziału w świecie przyszłym i w powstaniu z martwych, ani się żenić nie będą, ani za mąż wychodzić. Już bowiem umrzeć nie mogą, gdyż są równi aniołom i są dziećmi Bożymi, będąc uczestnikami zmartwychwstania. A że umarli zmartwychwstają, to i Mojżesz zaznaczył tam, gdzie jest mowa "O krzaku", gdy Pana nazywa Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka i Bogiem Jakuba. Bóg nie jest [Bogiem] umarłych, lecz żywych; wszyscy bowiem dla niego żyją.


Bóg nie jest Bogiem umarłych lecz żywych

Niesamowity, ale i śmieszny jest w końcu przykład saduceuszów z dzisiejszej Ewangelii. Ale i my, często używamy podobnie śmiesznych argumentów w "obronie naszych pozycji". Nasze ludzkie widzenie, nasza ludzka optyka nie przystaje do Bożej wizji, do wizji Ewangelicznej. Widzenie nasze jest krótkowzroczne, widzimy tylko swój interes i swoją korzyść (czasami nawet pozorną) i jesteśmy zdziwieni, że inni tego tak nie widzą, że tego nie akceptują, że Bóg nas nie rozumie, a przecież nasze widzenie jest zdroworozsądkowe, a przecież trzeba być ślepym, żeby tego nie widzieć ... jak saduceusze w dzisiejszej Ewangelii, którzy nie szukali prawdy, a jedynie uzasadnienia dla swoich racji, dla swoich prawd. Szukali w końcu samych siebie.

I wtedy trzeba Jezusa, aby nam rozbił nasz obraz świata i spraw, aby nam otworzył oczy, aby nam ukazał rzeczywistość w innej, dalekosiężnej perspektywie. Jesteśmy w naszych przekonaniach zatwardziali i dlatego nasz bóg jest bogiem umarłych, a nawet jest martwym bogiem czy bożkiem. Ten prawdziwy, jest ponad naszymi przekonaniami, jest Bogiem Żywym i Bogiem żywych. Ten prawdziwy jest Bogiem, Którego nie znamy, bo czasami znać nie chcemy, jest jednak Bogiem bliższym nas niż my sami ...

Jak uwierzyć Bogu, że jest On Bogiem Żywym,
Bogiem Abrahama,
Bogiem Izaaka
i Bogiem Jakuba
a nie bożkiem saduceuszów?

***********************

Co jest najważniejsze?

Pełen zadumy miesiąc listopad zawsze nastraja refleksyjnie. Za nami już Uroczystość Wszystkich Świętych i Wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych popularnie zwane Zaduszkami, przed nami jeszcze trzy tygodnie i kolejny Adwent i nowy rok kościelny. Coś się kończy, coś zaczyna, życie ludzkie –w tym właśnie czasie- wydaje się bardziej akcentować swoją przemijalność i kruchość. I w sposób naturalny pojawiają się pytania: co w tym wszystkim, w całym tym przemijającym świecie, w tym ulotnym, ludzkim życiu jest najważniejsze? Czemu warto poświęcić uwagę, a co można sobie naprawdę darować? Czy też powtarzając za C. K. Norwidem:

"Coraz to z Ciebie jako z drzazgi smolnej
Wokoło lecą szmaty zapalone
Gorejąc nie wiesz czy stawasz się wolny
Czy to co Twoje będzie zatracone
Czy popiół tylko zostanie i zamęt
Co idzie w przepaść z burzą.
Czy zostanie
Na dnie popiołu gwiaździsty dyjament

Wiekuistego zwycięstwa zaranie?"

Takie pytania trzeba sobie koniecznie stawiać w sposób otwarty, aby nie dać się zamknąć w przyziemnych troskach ograniczających się do zapewnienia "pożywienia i schronienia". Troski te bowiem w sposób bardzo brutalny redukują moje ludzkie istnienie do poziomu biologicznego, a życie do kilkudziesięciu lat zmagań o chleb i odzienie.

Bardzo wstrząsające i prowokujące do refleksji jest czytanie pierwsze, w którym młodzi ludzie, (właściwie chłopcy jeszcze) za nic mają życie doczesne, bo jak  mówią: "Lepiej jest nam, którzy giniemy z ludzkich rąk, w Bogu pokładać nadzieję, że znów przez Niego będziemy wskrzeszeni." Oni nie dbają o życie mimo, że dla nich ono ledwie się zaczęło. Denerwująca jest ich niefrasobliwość i drażniąca ich odwaga. Dzisiaj wielu skłonnych by było nazwać taką postawę fanatyzmem, fundamentalizmem, brakiem rozsądku i realizmu, fanfaronadą, niezrozumiałą i bezużyteczną brawurą. Zadawaliby pytania: "A po co takie na siłę trwanie przy ulotnych mirażach, skoro życie jest takie ważne i jedyne?"

A jednak, czy naprawdę, to życie doczesne jest aż tak ważne, że dla urządzenia się w nim i doczesnego dobrobytu można zapomnieć o czymś ważniejszym? Czy warto tak wiele inwestować w to, co takie kruche i przemijające? Czy nie należałoby się raczej bardziej na serio zająć tym co –mimo, że odległe- bardziej jednak realne i trwalsze?

A do tego w Ewangelii Chrystus, Który wprost wskazuje, na to co naprawdę jest ważne mówiąc: "ci, którzy uznani zostaną za godnych udziału w świecie przyszłym i w powstaniu z martwych, ani się żenić nie będą, ani za mąż wychodzić. Już bowiem umrzeć nie mogą, gdyż są równi aniołom i są dziećmi Bożymi ...". Saduceusze -zatroskani głęboko sprawami doczesnymi- nie są w stanie nawet zrozumieć, że może istnieć coś takiego jak życie wieczne. Dla nich sprawy doczesne o wiele ważniejsze i więcej znaczące. Oni są realistami, twardo stąpającymi po ziemi, co poza tę, ziemską realność wykracza to mrzonki i fanaberie.

Często i ja łapię się na tym, że ucieka mi gdzieś -w tej absorbującej codzienności- ostateczne znaczenie i najgłębszy sens doczesnego życia. Sprawy doczesne przysłaniają -nieraz bardzo skutecznie- to, co ostateczne i wieczne. Czasami się nie chce, czasami nie warto, czasami nie ma do tego głowy ani nastroju, a czasami po prostu się boję. A jeszcze trudniej o tym mówić i nie być postrzeganym jako dziwak i pesymista. Bo i po co mówić o sprawach odległych i niepewnych, skoro te bezpośrednie i doczesne tak bardzo absorbują i domagają się natychmiastowego rozwiązania? Przecież Pan Bóg dał nam to życie do przeżycia w sposób godny i odpowiedzialny. Trzeba się więc zatroszczyć o zdrowie i o higienę, o komfort, i o zapewnienie sobie i swoim bliskim o godnych warunków. Oczywiście trzeba, tylko ... no właśnie ... tylko, czy te troski nie przysłaniają czegoś o wiele bardziej istotnego i nie zajmują tak bardzo, że na wszystko inne nie ma już czasu?

Kiedy Chrystus w innym miejscu Ewangelii mówi: "Dlatego powiadam wam: Nie troszczcie się zbytnio o swoje życie, o to, co macie jeść i pić, ani o swoje ciało, czym się macie przyodziać. Czyż życie nie znaczy więcej niż pokarm, a ciało więcej niż odzienie?" (Mt 6,25-26), to z udawaną pobożnością kiwamy głowami i ... nadal troszczymy się zbytnio o swoje życie, o pokarm i o odzienie.

A jak to wszystko przekazać dzieciom i młodzieży? Jak nauczyć ludzi młodych zanurzonych po uszy w wirtualnej rzeczywistości gier komputerowych, że są w życiu rzeczy i sprawy daleko ważniejsze niż modny ciuch, kolejny technologiczny gadżet, czy ekscytujące wakacje "zagranicą"? Jak przekazać te wartości i prawdy dzieciom, skoro sami rodzice hołdują filozofii "życia i użycia" i wyciągnięcia z doczesności maksimum przyjemności?

Przy takiej mentalności bohaterowie z pierwszego czytania są rzeczywiście fanatykami nie do zrozumienia, niepoprawnymi idealistami i dziwakami. Warto jednak w tym miesiącu ostatecznej i eschatologicznej zadumy zadać sobie to pytanie:

"Czy zostanie
Na dnie popiołu (twojego życia) gwiaździsty dyjament
Wiekuistego zwycięstwa zaranie?"